Przejdź do głównej zawartości

Kobieta - pesymistka też człowiek

Dzisiaj mam, jak to mówią młodzi, DOŁA.
Wszystko jest jakoś nie tak. Męczy mnie brak perspektyw, ciągła niepewność i stres. Budzę się rano z myślą, że może dzisiaj…. I mija kolejny, bezsensowny dzień. 

Wielka tablica z postanowieniami noworocznymi wisi mi przed nosem i wzbudza jeszcze większą frustrację. Kolorowe obrazki poprzyklejane w chwili słabości i nadziei  na lepszy rok uśmiechają się nie moimi ustami. Nad lazurowymi wodami Adriatyku pręży się Beata Tyszkiewicz, gdzieś w głębi Coelho puszcza oko do Koziołka Matołka, wtóruje im Grochola z iskierkami w oczach i bielą zębów jak Hollywoodzka gwiazda. W innym zakątku zakochany amant ściska zachwyconą panienkę( to miała być afirmacja miłości). A tam w samym centrum notatnik i pióro to moja Wena.  Bleee, gdzie w tym wszystkim jestem ja i moje pisanie?

Czy Mapa Marzeń to dobry pomysł na przyszły rok?
Być może nie zaczęła jeszcze działać, gdyż jej nie dokończyłam? ( eureka) 

Więc rada dla tych co mają nadzieję na spełnienie marzeń wskutek wyklejanek: Tu proszę wpisać rady, bo ja nie wiem :)
Mój syn powiedział mi kiedyś że, trzeba mieć CELE -  nie marzenia!

Może w tym coś jest?

Komentarze

  1. Cele w życiu to trzeba mieć obowiązkowo i na okrągło :) ja bez tego po prostu więdnę i zdycham :) taka mapa jest świetnym pomysłem, bo przynajmniej cały czas rzuca się w oczy :)

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawda, co piszesz! Ale czasami jak człowiek ma pod górkę, przestaje wierzyć. Najtrudniej jest wtedy samemu stanąć obok siebie i spojrzeć na problemy z dystansem. Czasami się to udaje i wtedy okazuje się, że życie nie jest wcale takie złe:) Pozdrawiam Cię serdecznie.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję, za każde słowne ziarenko, które tu zostawiasz.

Popularne posty z tego bloga

Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…