Przejdź do głównej zawartości

Trzecie oko anioła

1***
Przez moment zawahała się. Ale wschodnia ściana galerii zdawała się ją przyciągać. Już w progu wiedziała, w którym kierunku powinna pójść. Zgrabnie omijając nielicznych zwiedzających dotarła do miejsca, gdzie jak się miało później okazać wszystko mogłoby się zacząć. Obraz nie należał do największych i najambitniejszych dzieł autora. Można nawet powiedzieć, że malarz niechętnie go tu umieścił.
 Płótno miało za zadanie zakryć nieestetyczny zaciek na ścianie. A że jego rozmiary odpowiadały żółtawej plamie – pamiątce po powodzi – Piotr za namową teścia i żony wbił w ścianę solidny gwóźdź i „ Droga w głąb siebie” zawisła pomiędzy wijącym się wężem a kroplą rosy wieńczącą odwłok bliżej nieokreślonego owada.
Pola nie miała wątpliwości - coś kazało jej unieść dłoń i dotknąć obraz. Wyczuła ciepło. Najpierw delikatne, biorące początek w koniuszkach palców. Następnie, falując wpijające się w każdy zakamarek jej ciała. Zafascynowana odwróciła głowę. W pobliżu nie było nikogo. Uspokojona świadomością, że nikt jej nie obserwuje zapragnęła tego więcej. I rzeczywiście, postępując krok do przodu, doświadczyła wzmocnienia. Teraz to coś nie tylko buszowało w zakamarkach jej ciała, ale było nią.

 – fantastyczne – szepnęła – niesamowite!

 Czując lekki podmuch na karku odsunęła włosy i rozkoszowała się przyjemnością, jaka w nią wniknęła.Stała tak penetrując palcami powierzchnię obrazu, zachwycając się jego struktura i kunsztem artysty.
 – oczy to wrota duszy córeczko, oczy to wrota duszy! – Głos w jej głowie mobilizował wyobraźnię.

Jak zza światów usłyszała Karinę rozmawiającą z mężczyzną o silnym basowym głosie i kobietę manifestującą swoje wejście zbyt głośnym szczebiotem i dobitnym stukaniem obcasów. Pola pomyślała, że tak stukały obcasy mamy, kiedy to po kłótni z ciotką wyszła z domu, by już nigdy nie wrócić. Ten stukot i niejasno majaczące wspomnienie matki uzmysłowiło jej gdzie się znajduje. Wolno przesunęła dłoń nieco niżej obrazu wyczuwając pod palcami nieokreślonego kształtu wypukłość.
Ktoś przechodząc obok podał jej kieliszek wina. Miało cierpki smak i sprawiło, że uczucie, jakiego doświadczyła przed chwilą znikło. Miała sobie o nim przypomnieć dopiero kilka lat później, kiedy to spacerując ulicami Starego Krakowa natrafiła na podobną galerię.

Ale dzisiaj była wdzięczna swojej przyjaciółce za to, że prawie siłą wyciągnęła ją z domu. Nie zdawała sobie sprawy jak dalece zapomniała o sobie. Jak historia uczucia do Adama zawładnęła jej podświadomością i przyćmiła cele i istotę niej samej.

CDN.

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…
Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…