Przejdź do głównej zawartości

Humor pod psem



A miało być tak cudnie, cieplutko, wiosennie.



 Ku mojemu przerażeniu temperatura w nocy spadła do „minusa”.


Jestem ogromnym zmarzlakiem. 
Moje zapasy energetyczne na ten sezon topnieją w zastraszającym tempie.


                                                                Jem czekolady i tyję.


                                       Prawie wcale się nie ruszam, bo brak mi motywacji.
                 Pies dał już sobie spokój i nawet nie szczeka bym wyprowadziła go na spacer.


Wiem to barbarzyństwo tak paprać własne książki. Ale zrobiło mi się tak jakoś smutno, bo wieje i zimno i … no nawet poczytałam trochę i nie pomogło. Właściwie nic wielkiego się nie stało, maleńki okruszek się przykleił więc ...... go sobie delikatnie języczkiem zlizałam i paluszki oblepione też, co by do reszty kartek nie spaprać.


Mój ogród natomiast jakby przeczył temu co się dzieje dziś wokół mnie. Budzi się, a właściwie to już się obudził. Uśmiecha się do słońca i domaga się uwagi. Nie straszne mu przymrozki i śnieżne podpruszenia.


Ciemiernik - zwany zimową różą przycupnął pod nastroszonym iglakiem i nic sobie nie robi z mojego dzisiejszego wisielczego humoru.
Może jutro będzie inaczej....


Komentarze

  1. U mnie już było wiosennie, ale wczoraj spadł śnieg i znowu zima za oknem. Może już niedługo:)

    OdpowiedzUsuń
  2. A dzisiaj cudownie. Słoneczko świeci, ptaszki śpiewają. Po prostu bajka 🔆. Pozdrawiam cieplutko.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję, za każde słowne ziarenko, które tu zostawiasz.

Popularne posty z tego bloga

Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…