Przejdź do głównej zawartości

Ziarnko do ziarnka...

            Przed książkowo i po książkowo





          Zastanawiam się jak mało miałam czasu zanim wydałam tomik, i jak mało go mam teraz, gdy książka zaczyna żyć własnym życiem? Jaka byłam ja, gdy pisałam wydane wiersze, a jaka jestem po ich wydaniu? Mój wyimaginowany portret szczęśliwej pisarki legł w gruzach. Od jakiegoś czasu przestałam się czuć dobrze sama ze sobą. Rano patrząc w lustro zastanawiam się czy tam w środku osoby, którą widzę jest jeszcze dawna Danuta. Lekkość, z jaką przychodziło mi beztroskie, spontaniczne pisanie nagle gdzieś uleciała. Pisząc analizuję każde słowo; każda pojawiająca się myśl, nie jest już obłoczkiem, ale ołowianą kulą przykutą do mojej nogi. Nagle otaczający świat wlepia swoje oczy w moją postać. Analizuje i poucza, co powinnam, jak powinnam, gdzie powinnam i z kim powinnam… Nagle widzę siebie nie swoimi oczami. I jestem zdziwiona, że jestem tak inna od siebie samej. To tylko tomik poezji – mówię sobie – te wiersze istniały już wcześniej i były czytane po wielokroć, więc trudno mi pojąć, co się właściwie dzieje. Niby nic, parę spotkań autorskich, kilka recenzji, jakiś wywiad, rozmowy zwykle z życzliwymi mi osobami…, ale jednak nie jest tak, jak było dawniej, wiersze zebrane w jednej małej książeczce emanują niezwykłą energią. Wciąż domagają się uwagi i nie pozwalają o sobie nie myśleć. Miałam nadzieję na zakończenie jakiegoś etapu mojej życiowej drogi ( wydam, zapomnę i pójdę dalej, wszak mam jeszcze tyle do zrobienia). Zdawać by się mogło, że powinnam czuć się spełniona i szczęśliwa, a jednak… Chyba jestem jakimś odmieńcem. Mam tylko taką nadzieję, że to przejściowy stan i wszystko wróci do normy.


Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…