Przejdź do głównej zawartości


W poszukiwaniu inspiracji...

Tym razem rowerem 

Lato w pełni. A ja już kolejny miesiąc kwitnę przed komputerem i piszę.  Chwile, które udaje mi się uszczknąć z dziennego harmonogramu są wielkości ziarenka maku. Moja Plantacja zarasta chwastem a moje pisanie przybrało postać ślimaka. I to takiego bez śluzu. (Bardziej obrazowo już się nie da.)
Poprawiam, wykreślam, dopisuję, przepisuję i tak w kółko. Kolejne kartki lądują w koszu na śmieci, a pliki w wirtualnym koszu na pulpicie. 
Nie wytrzymałam i któregoś upalnego dnia, dnia w którym palce przyklejały mi się do klawiatury a wyobraźnia topiła się jak czekolada " Milka" w ustach, rzuciłam wszystko i....

Cel : Stare Kolnie i okolice... organizator wyprawy - kolega Zygmunt


No cóż, z braku laku - pomyślałam. Wiocha jak wiocha, ważne, że się trochę rozruszam. A muszę powiedzieć, że uwielbiam jazdę rowerem. Od kilku lat jestem nawet członkiem sekcji rowerowej prężnie działającej w mojej miejscowości. I w miarę wolnego czasu chętnie wskakuję na siodełko, by z rowerową bracią przemierzać znane i nieznane szlaki. I nie byłoby w tym może nic nadzwyczajnego, gdyby nie powód mojej eskapady.


                                       Nastał czas, aby skończyć coś, co zaczęło się kilka lat temu.

Notoryczny brak czasu i za każdym razem inaczej usprawiedliwiana niemoc twórcza spychała moje marzenie na bliżej nieokreślone miejsce w hierarchii życiowych zamierzeń.





Jak nie teraz to, kiedy - pomyślałam. Nigdy nie będzie tego odpowiedniego czasu.
I tym sposobem jestem sobie na rowerowej wycieczce i rozglądam się za tą weną ladacznicą - niewierną.






Nie wiedziałam, że jest tak blisko. Wystarczyło wsiąść na rower i przejechać się po okolicy.
Kto by pomyślał, że niespełna dwadzieścia kilometrów dzieliło mnie od tak ciekawego miejsca?
O którym de facto nigdy wcześniej nie słyszałam.



Ta dziura w ziemi to wykopaliska, a czego? 
Tu cytuję Wikipedię, tylko dlatego, by niczego nie pokręcić. Tak zafascynowałam się tym tematem, że jestem w trakcie badań osobistych.


"W sąsiedztwie wsi, za rzeczką Stobrawą (w widłach Stobrawy i jej lewego dopływu Budkowiczanki) znajdują się ruiny – ślady przyziemia starego zamczyska Kolno. Zachowana wyraźne dolne partie donżonu. Była to strażnica – komora celna na rzece strzegąca granicy księstwa brzeskiego. Po 1317 roku książę brzeski Bolesław III przenosi komorę do Brzegu a samo zamczysko odsprzedaje w ręce prywatne. Nabywają je Biessowie, którzy później budują wygodniejszy zamek w Katowicach (Karłowicach). Po wojnach husyckich warownia Kolno podupada i pozostaje w ruinie do dzisiaj."


Na tym kopcu ziemi stoi osoba, która z taką fascynacją opowiadała nam o tym miejscu, że jeszcze teraz, pisząc te wspomnienia przechodzą mnie dreszcze.






Nie tylko ja byłam pod wrażeniem opowieści o tym, jak to znaleziono w tym miejscu ponad 2000 artefaktów, przeważnie średniowiecznego uzbrojenia z okresów walk o strażnicę...





Opowieściom nie było końca.
Nie przeszkadzał nawet trzydziestostopniowy żar lejący się z nieba.




Zrobiłam sobie małe wykopaliska internetowe i znalazłam min:





Zamek Kolno w Starych Kolniach


   W południowej części wsi pomiędzy rzeką Stobrawa i jej dopływem Budkowniczanką, znajdują się pozostałości starego zamku Kolno. Pierwsze wzmianki o nim pochodzą z roku 1317. Powstał zapewne w XIII wieku i był strażnicą strzegącą granic księstwa brzeskiego, jednocześnie pełniąc rolę komory celnej. Po roku 1317 książę brzeski Bolesław III przeniósł komorę do Brzegu. Zamek został oddany w prywatne ręce stając się własności rodu Beessów. Po przeprowadzce Beessów do Karłowic zamek Kolno podupadł. W XV wieku w czasie wojen husyckich został zrujnowany i nigdy go nie odbudowano.


   Obecnie w niewielkiej kępie drzew, na prawym brzegu rzeki Strobawy, zobaczyć możemy jedynie nikłe relikty dawnego zamku Kolno. Zachowały się niewielkie fragmenty kamiennych murów i ziemne wały. (http://www.zamkiobronne.pl/zamki-polsce/2086/300.html)




Czyż to nie fascynująca letnia przygoda?




 A do końca dnia zostało jeszcze sporo czasu, który spędziłam równie owocnie. Co rusz moja wena pojawiała się w najmniej niespodziewanych miejscach. A to przycupnęła na przydrożnym kamieniu, a to zaplątana w skrzydła motyla mocowała się z wiatrem.....


A to wskoczyła do czyjegoś plecaka by napić się wody lub innego orzeźwiającego napitku...




Przygrywała świerszczom na brzegu Stobrawy, razem ze słońcem malowała piegi na moim nosie...



                   Kocham ją za to, że potrafi pojawić się w najmniej spodziewanym momencie...



A jeśli się ma takich przyjaciół jak ja, wenę można znaleźć w sercu każdego z nich...

Komentarze

  1. Zazdroszczę wyprawy. Ja w tym roku na urlopie też na rowerku, ale tylko wokół jeziora:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A ja zazdroszczę jeziora. U mnie tylko bajorko pod tytułem " Balaton". Za to Bory Stobrawskie - przepiękne. I miejsca nieodkryte - ciekawe, zaskakujące. Sami nie wiemy jakie skarby mamy za progiem. Wystarczy dosiąść jednośladowego rumaka i ... no właśnie, wszystko zależy od nas. Pozdrawiam i życzę wielu rowerowych wypraw. Do zobaczenia, może na rowerowym szlaku :))

      Usuń
  2. Rowerowe wycieczki są znakomite. Jeszcze do niedawna też na nie często się decydowałam. Po ostatnim wypadku jednak mogę tylko o takich wycieczkach pomarzyć, ale za rok ponownie wracam na rowerową trasę.

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Dziękuję, za każde słowne ziarenko, które tu zostawiasz.

Popularne posty z tego bloga

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…
Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…