Przejdź do głównej zawartości

Miały być postanowienia noworoczne, ale....




...  na to przyjdzie jeszcze czas, wszak  Rok mamy długi i wszystko zdarzyć się może. 

Tymczasem moje słowne ziarenka powoli kiełkują. To czym dzisiaj chcę się z Wami podzielić jest częścią szkicu do mojej " powieści". W miarę jak moja praca będzie się posuwać do przodu postaram się wrzucać tu fragmenty moich .... hmmm, sama nie wiem jak to nazwać, "twórczych wypocin". 

 Życzę miłej lektury.



P.P. czyli przeczekać przeznaczenie.

Szkic powieści 

Część pierwsza
Rozdział I
Jutro znów będzie nowy dzień



… wchłonęłaś całe zło tego świata. Zasmakowałaś każdej możliwej krzywdy. Przyszedł czas na to, by wypełniło się, co przeznaczone. Teraz może być tylko lepiej. Wykorzystaj dobrze ten czas, a będzie ci dane doświadczyć…

Łagodny męski głos penetrował zakamarki jej czaszki.

…Teraz policzę wstecz od dziesięciu do jednego i pstryknę palcami. W tym momencie otworzysz oczy… – Sześć, pięć, cztery – za chwilę otworzysz oczy i nic, co było, nie będzie już takie jak wcześniej. – Trzy, dwa, jeden –  otwórz oczy i idź z wiarą przed siebie…

Za oknem z wielkim jazgotem przejechała ciężarówka zagłuszając ostatnie słowa mantry sączącej się z głośników komputera. Pola otworzyła oczy i z dezaprobatą wykrzywiła usta.
– Tym sposobem moje pięć minut właśnie się skończyło – wymamrotała. – Czy policja nie powinna ścigać takich wariatów? Przecież brak tłumika to nie tylko hałas, to także zanieczyszczenie środowiska! – Tak, tak ochrona środowiska jest najważniejsza i każdy powinien o nie dbać, nawet taka kruszyna jak ty, Pola!
Pola zmarszczyła brwi i rozluźniła mięśnie ud. Właśnie uświadomiła sobie, że myśli głosem ciotki Zośki. Hmmm? - Zaszeleściło jej w głowie - coś chyba w tym musi być. – Obiecuję, że będę segregować śmieci – warknęła sama do siebie. I zapomnę o tym dupku! To przecież śmieć!
Uuuuu…. – Przestań Pola! – tym razem głos w głowie był donośniejszy i zdawał się nie akceptować jej wcześniejszej myśli. – Nie możesz tak myśleć! – A właśnie, że może, wszystko jest do dupy! Nie powinna być taka naiwna. – Teraz głosów było jakby więcej. Przekrzykiwały się i każdy z nich próbował przelicytować poprzednika. Wróciły nawet te, które Pola pozbawiła prawa głosu kilkanaście lat temu. 
– Boże, ja wariuję.
Obróciła się na brzuch i nakryła ramionami głowę. Miała wrażenie jakby z całego ciała pozostała jej tylko pulsująca czaszka, która lada chwila eksploduje. Już dawno nie czuła tak silnych energii.
– Muszę skończyć z tymi eksperymentami. Karina ma rację. Powinnam pogodzić się z tym, kim jestem. – Ale już nie potrafię – jęknęła.
– Coś zrobiłaś nie tak… coś przeoczyłaś… jutro znów jest dzień. Jutro znów jest nowy, pieprzony dzień – zaświergotało jej koło ucha. Przez chwilę słyszała jeszcze buczenie muchy natrętnie okupującej szklankę niedopitej herbaty stojącej tuż obok na podłodze i gwar dolatujący z podwórza. Aż głosy ucichły. A realny świat zdawał się nie zauważyć zmiany jakiej właśnie doświadczyła. Wszystkie znane jej dotąd zapachy i dźwięki poczęły na powrót otaczać ją kokonem bezpieczeństwa, który utkała w nadziei, na jak to nazywała „ normalność”.  – Jutro jest znów nowy dzień – pomyślała jeszcze, poprawiając zmierzwione – leżeniem na podłodze włosy.
Podniosła się z gracją tancerki i z łoskotem zamknęła okno.

– Czy coś się stało? Z kim rozmawiasz i dlaczego te drzwi są zamknięte? – głos ciotki był dziwnie niespokojny.
Strojąc miny, Pola strzepnęła niewidzialne paprochy z pupy. – Znowu? – Kiedy ostatnio te drzwi były zamknięte? – pomyślała z wyrzutem. – Czy ja nigdy nie będę mogła być sama? Czy już na zawsze jestem skazana na obecność tych „normalnych”?
Wydęła policzki i głośno wypuściła powietrze. Podchodząc do drzwi potrąciła liść fikusa  na którym złocista mucha z przeźroczystymi skrzydełkami urządziła sobie kącik czystości. – Ileż tego paskudztwa namnożyło się w tym roku – pomyślała słysząc, jak owad z cichym buczeniem odfruwa w głąb pokoju.
– Nic się nie stało, próbuję choć przez chwilę pobyć sama ze sobą. Czy to takie dziwne, że chce się mieć odrobinę prywatności we własnym pokoju?
 Podeszła do drzwi i dotykając klamki oparła głowę o framugę. Przez chwilę zawahała się. Nie miała ochoty na rozmowę z kimkolwiek, a co dopiero z nadopiekuńczą ciotką Zośką. Klamka poruszyła się.
– Pola, czy wszystko w porządku. Nie strasz mnie, otwórz drzwi.
– Za chwilę. Ubieram się – skłamała.
 Klamka ponownie podniosła się i opadła. Nie było żadnego sensownego powodu, oby trzymać ciotkę za drzwiami, więc Pola chcąc nie chcąc przekręciła klucz w zamku. Drzwi otworzyły się i do pokoju cieniutką strużką wpłynął  zapach mięty, a tuż za nim posuwistym krokiem, ostentacyjnie wzdychając weszła ciotka Zofia.
– Nie jestem już małym dzieckiem ciociu, potrzebuję czasami odrobiny intymności – Pola nie kryła rozdrażnienia.
Od kiedy wyszła na jaw afera z kamienicą w której mieszkają, ciotka zachowywała się co najmniej irracjonalnie. Miewała napady śmiechu, to znów całymi dniami chodziła jakby w jakimś transie, a nocami Pola słyszała jak szlocha i modli się w sobie tylko znanym, dziwacznym języku.
– Wiem, nie miałam zamiaru ci przeszkadzać, ale zdrzemnęłam się przez chwilę i miałam taki koszmarny sen…
– wyluzuj Pola – Pola wyszeptała sama do siebie zagryzając zęby i przygryzając sobie policzki. Była dziwnie podenerwowana i rozdrażniona. Wizyta ciotki utwierdziła ja w decyzji którą właśnie podjęła.  Całą sobą walczyła by nie powiedzieć czegoś czego później mogłaby żałować.
– Coś mówiłaś? – ciotka przestąpiła z nogi na nogę, co jeszcze bardziej zirytowało Polę.
– Nie, nic, tylko głośno myślę. Co to był za sen?
Pola przełożyła teczkę z choreografią nowego przedstawienia z biurka na stolik przy oknie. – Mam dużo pracy. Jestem umówiona z Kariną. Będziemy ćwiczyć nowe układy.
Ciotka po raz kolejny westchnęła. Ale Pola nie miała ochoty na rozmowę i pocieszające slogany. Wiedziała czym się to może skończyć. Znów pokłócą się o rodziców, wyjdzie sprawa Nowackich, a na koniec obrażą się na siebie na dobry tydzień. Wolała wykręcić się chwilową niedyspozycją. Udawała, że coś wyjmuje, nad czym się zastanawia.  Przesuwała papiery na biurku, ustawiała książki na półce i ocierając się raz po raz o ciotkę przemierzała swój niewielki pokój, by tylko sprowokować ją do wyjścia.
– I co z tym snem? – ponagliła, mając nadzieję na to, że ciotka szybko streści to, co leży jej na sercu i pójdzie sobie. – Naprawdę mam dużo pracy, a jeszcze wczoraj mama Mateuszka stwierdziła, że może lepiej by było go oddać do szkoły z internatem dla niewidomych. Masz pojęcie sto kilometrów od domu. Czasami jej nie rozumiem. Muszę pomyśleć jak ją odwieźć od tego pomysłu.
    – Właściwie, to nie pamiętam, ale wiem, że był straszny. Uważaj Pola, bo sny mogą się spełniać – stwierdziła ciotka, opierając się o ścianę i trącając przy okazji nieszczęsnego fikusa, który stał się ulubionym miejscem spoczynku niechcianej współlokatorki Poli – tłustej muchy.
– Trzeba coś zrobić z tymi muchami, są wszędzie. – Prychnęła ciotka, jakby zobaczyła co najmniej chmarę owadów. Przez chwilę jej rozkojarzenie zastanowiło Polę. Ciotka bowiem  nie miała w zwyczaju przeskakiwania z tematu na temat. A tym razem, wyglądało na to, że nie słuchała siostrzenicy. Z jakiegoś ważnego tylko sobie powodu jej myśli krążyły ewidentnie wokół koszmaru jakiego doświadczyła.
– Przecież nie pamiętasz co ci się śniło. Sny są własnością osoby, której się śnią. Więc co to ma wspólnego ze mną? Czy ja tam też byłam? – Pomimo że pytanie wydawało się błahe, Pola wcale nie chciała znać odpowiedzi na nie. Miała przedziwne wrażenie jakby wiedziała o czym śniła ciotka i wcale a wcale jej się to nie podobało.
– Miałyśmy iść dzisiaj do fryzjera. – Ni z stąd ni z owąd ciotka zmieniła temat. – Obiecałaś ściąć włosy na moje urodziny. 
– Przecież twoje urodziny są dopiero za miesiąc. Nie przypominam sobie, abym cokolwiek ci obiecywała, a poza tym, nie wiem, czy chcę dzisiaj gdziekolwiek wychodzić. Jestem zmęczona i mam dużo pracy.
– Ostatnio ciągle jesteś zmęczona i nie masz w ogóle dla mnie czasu. Czy o czymś powinnam wiedzieć? Jesteś jakaś, no nie wiem jak to powiedzieć, nie taka – odchrząknęła – no nie taka, jak dawniej, a w każdym bądź razie – hmm – nie wiem, co o tym myśleć.
Uchwyciła dłoń Poli i przyciągnęła ją ku sobie. Pola poczuła chłód jej palców. Były długie, smukłe i zakończone krótko wypiłowanymi paznokciami.  Odkąd pamięta ciotka miała zimne dłonie. Niczym nie przypominały dłoni mamy, których żaru niejednokrotnie dane jej było doświadczać w dzieciństwie. – Ale to było wieki temu. – pomyślała Pola. – Dlaczego właśnie dzisiaj wszystko sprowadza się do przeszłości? Nie chcę tego pamiętać! To jakiś koszmar. – skrzywiła się na wspomnienie siebie w kojcu o wymiarach wybiegu dla miniaturowego jamnika.
– Zrobiłam ci herbatę. Wypij póki ciepła. Wzmocnisz się. – Ciotka nie puszczała jej nadgarstka. – Masz taki słaby puls.
– Nie lubię mięty ciociu, przecież wiesz. Nie powinnaś zwozić tego zielska ze wsi. Całe mieszkanie jest tym przesiąknięte. I moje ubrania też. Jeszcze ktoś pomyśli, że jesteśmy wiedźmami. Karina niedawno pytała o właściwości tego paskudztwa.
Ciotka znów westchnęła i zachrząkała zmieszana. Pola wyobraziła sobie jak Karina dopytuje o sposób sporządzania miętowej nalewki – sekretu ciotki. W myślach już widziała jej zakłopotanie i pokrętne, wymijające odpowiedzi. Tak jak wtedy, kiedy Pola pytała o rodziców. Ciotka była mistrzynią lawirowania. Zawsze potrafiła tak zaplątać opowieść, że wcześniejsze pytanie stawało się mało istotne, a słuchaczowi wydawało się, że dostał odpowiedź na wszystko co go interesowało. Uśmiechnęła się do tych obrazów. Gdyby tylko w jakiś sposób można było ukartować ich spotkanie i sprowokować je do wymiany przepisów na mieszanki odstraszające wyimaginowane złe moce ciotki. Zachichotała na myśl o takiej ewentualności i sięgnęła po ponadgabarytowy kubek z ogromnym sercem wygrawerowanym przez Patryka Majdana. Pryszczatego podrostka, wiecznie snującego się za nią i wzdychającego za każdym razem gdy Pola – niby to przypadkiem – przechodziła tak aby go musnąć.

Nagle całe napięcie prześladujące ją tego dnia opadło. Uśmiechnęła się i objęła ciotkę. – No już dobrze, jutro będzie nowy dzień, jutro znów będzie nowy dzień! 

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Chociaż maj zimny, to pora na siewy. Wersja robocza...

Odwiedziny 01.05.2017r.
Odwiedziłam dziś swoje oczy. Nie ucieszyły się na mój widok. Straciły gdzieś figlarność i błękit nadziei. Patrzyły smutno przed siebie swym pustym wnętrzem. Nikt tam już nie mieszka, a z każdego kącika wyziera tęsknota i niemoc. Łzom bliżej do oceanu śmierci, niż do zachwytu i wzruszeń.
Nie wypadało mi tam zostać dłużej. Wyszłam nie oglądając się za siebie.
Z nadzieją odwiedziłam więc swoje nozdrza. Lecz czegoż mogłam się spodziewać. Nie opływały w dostatek woni. Zwietrzałe zapachy zmieniających się pór roku snuły się po korytarzach pragnień. Zza zakamarków zaś, falując włoski wyłapywały z powietrza ostatnie drobinki wspomnień.
Nie byłam tam miłym gościem. Wyszłam, pozostawiając za sobą ciężki oddech nocy.
Rzeczywistość nie oszczędziła mi bólu. Zapragnęłam więc odwiedzić swoje usta. Pamiętałam wszakjak smakowała namiętność na twoim ciele i pulsujące pożądliwością karminowe zniecierpliwienie… Lecz i tu spotkało mnie rozczarowanie. Smaki odeszły, zabierając z sobą rozk…
Coś kiedyś musi się zacząć...
Buszując po innych blogach obiecałam sobie, że u mnie czytelnicy, a więc moi słowni przyjaciele, systematycznie będą mogli raczyć się eliksirem słowa. No cóż, na pobożnych chęciach się skończyło. Życie weryfikuje takie postanowienia. Nie pisałam na blogu od bardzo długiego czasu. Jak to zwykle bywa, gdy kończy się stary rok, a zaczyna nowy moją głowę bombarduje ogrom nowych planów i postanowień. Ha ha ha powiecie. Obiecanki cacanki… No cóż, od czegoś trzeba znów zacząć. Postaram się pisać o rożnych sprawach. Nie tylko związanych bezpośrednio ze słowem, ale tym razem chciałabym byśmy się lepiej poznali. Abyście lepiej poznali mnie i mój punkt widzenia na niektóre sytuacje, poznali moje przemyślenia i marzenia. Chciałabym czasami też cofnąć się wstecz. By to co już się wydarzyło w moim świecie nie zostało zapomniane. Od was, moi mili zależeć będzie czy ten blog przetrwa w takiej formie jak teraz, czy będę zmuszona zrobić z niego kilka oddzielnych tematyczn…

Żyj w pełni właśnie teraz - Alan Watts

Siedzę z kubkiem gorącej herbaty w ręku, w piecyku ogień oplata ramionami kolejne kłody drewna, a ja gapię się bez sensu przed siebie. Próbuję ambitnie i usilnie pobudzić swoje zwoje mózgowe do działania i kreatywnego myślenia. Czasami mam takie zawieszenie i co mam ze sobą zrobić?
Z każdej strony bombardowana jestem  cudzą myślą i cudzym słowem. Często moje ja, wewnętrznie protestuje, ale na zewnątrz jestem taka, jak zdaniem innych być powinnam.
Małymi krokami próbuję to zmienić. Wiem, że nie będzie to łatwe. pozwoliłam na to, by przez blisko pół wieku manipulowano moim życiem... Często zastanawiałam się, dlaczego nie jestem normalna jak inni, dlaczego nie potrafię cieszyć się tym co dostaję, dlaczego mam wrażenie, że to co akurat się zdarza nie dotyczy mnie, tylko kogoś kogo własnie w tej chwili reprezentuję?




Od jakiegoś czasu, zdarza mi się cofać myślami w czasy mojego dzieciństw. Być może tam znajdę odpowiedź na niektóre z moich pytań.

Tam, na drugi biegnę brzeg…
06.03.2017r.

Tam, …