Manekin i ja – historia nierealnej miłości
Las Vegas, Tokio, a może Opole
ktoś pozamiatał niebo – nie ma gwiazd
tylko latarni w chodnik wbity bolec
cieniem się ścieli na uśpionych las
W dziuplach wieżowców
ludzkich dzieci snami
sen wymalował Nibylandii świat
smutne tęsknoty błądząc ulicami
w Ariadny nici zaplątały czas
Komu potrzebny zorzy obraz złotej
gdy oczy ślepe sercu mówią – Pass
za dom obrałeś sklepową gablotę
ja wir powietrza – nadodrzański brzask
Nagle ulotność nabiera znaczenia
woła mnie przyszłość, choć nie słyszę słów
z niedowierzaniem arena się zmienia
nie ma już strachu, nie ma starych snów
Biegnę stukając myśli obcasami
drobniutkim truchtem, by nie zbudzić snu
miasta, któremu śpiewa za murami
ptak jednej nocy, ptak skąpany w dżdżu
Biegnę, bo świtu przeznaczenie woła
woła i mami światłem jednej z gwiazd
dotykam szyby, cóż to za aksamit?
hologram lustra w którym utknął czas
Po drugiej stroni fantom mego serca
szyderca losu, który prawdę zna
wieczność wystarczy – wieczność to morderca
mych wyobrażeń, które nie chcą dnia
obrazy płyną – czy to film, czy kadr
nim dekoracje z tej witryny zwiną
mym światem twój jest – twoim jest, mój świat
/D.E.O/
Składam wiersze do kilku nowych tomików, to jeden z nich. Mam nadzieję, że będzie się podobał i inspirował....
Życzę miłej lektury 💝

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję, za każde słowne ziarenko, które tu zostawiasz.