Niewidzialne światy. Dzień Dziecka na Plantacji Słów i narodziny nowej pozycji przygodowej D.E.O.
Dzień Dziecka to magiczny czas, kiedy przypominamy sobie, że najważniejsze w życiu jest to, co niewidoczne dla oczu. Na mojej „Plantacji słów” rosną nie tylko dorosłe liryki i zmysłowe wiersze. Dzisiaj, w to wyjątkowe święto, zrzucam kurtynę tajemnicy i oficjalnie wprowadzam na salony moją nową pozycję prozą!
ROZDZIAŁ 1: Prasówka pod stertą gazet
Przedstawiam wam damę jakich mało. Smukła, można by nawet rzec: chuda i trochę koścista. Jej uroda była lekko anemiczna, blada, z domieszką różnokolorowych otarć, pęknięć i delikatnych rys, choć trzeba przyznać, że dawniej często przyozdabiał ją rumieniec szczęścia. Dama ta, niezwykle nieokiełznana w sprawach lekkich, w momentach wielkiej wagi natychmiast przybierała pozę stanowczej, nieugiętej matrony. Jeśli chodziło o bezpieczeństwo osoby towarzyszącej, gotowa była poświęcić własną nogę, byleby tylko ustrzec delikwenta przed wpadką i wpakowaniem się w tarapaty.
Była stanowcza i uparta. Miała swoje zasady, na które partner musiał brać sporą poprawkę. Z głową w chmurach, lecz nogą twardo stąpającą po ziemi, często pakowała się w kłopoty. Była szalona — ale tylko trochę. Z drugiej strony: rozważna i przewidująca. Taki cudaczny wachlarz sprzeczności.
Na imię miała Luśka. A właściwie: Luiza Wait. Taką oficjalną tabliczkę przytroczono jej niegdyś do rękojeści. Luiza Wait narodziła się w głowie pewnego niewidomego człowieka ładnych parędziesiąt lat temu. Od tamtej pory miała tyle przygód, że nie sposób ich zliczyć na paluszkach tysięcy dzieci.
Nasza Luśka była wyjątkowa. Zaczarowana… a może raczej rozczarowana, gdyż moce czarodziejskie tak jakby ją na ten moment opuściły. Od wielu lat mieszkała w domku z czerwonym dachem. Znała tu każdy zakamarek, każdą nierówność ścieżki i grządkę w ogrodzie, choć te ostatnie eskapady kończyły się zwykle burą od mamy Piotra. Piotr był jej największym przyjacielem i towarzyszem podróży. Ech, gdyby tylko mogła wydostać się spod tej sterty starych gazet, pod którą leżała od kilku miesięcy, znów ruszyliby razem zwiedzać świat! Niestety, została porzucona.
Z
tej głębokiej zadumy i użalania się nad sobą, pewnej słonecznej
niedzieli, wyrwał ją piskliwy głos myszy:
— Trzeba się
ewakuować! Nadjeżdżają, nadjeżdżają…
— Kto nadjeżdża?
— Luśka poruszyła zdrętwiałą nogą, aż wierzchnia gazeta
osunęła się, odsłaniając serduszko naklejone na rękojeści
przez Piotra w podzięce za dawną wycieczkę do Warszawy.
—
Nadjeżdżają! — piszczały myszy, jedna przez drugą. —
Słyszałyśmy, jak Łepetyna, ten mieszaniec labradora od sąsiadów,
szczekał Reksiowi, temu od Zuzi, co przynosi ciastka Zeusowi, temu
od Wojtka, co ma kota Ramzesa i szczurka Ogórka! Szczekał, że
jakaś nowa rodzina chce tu zamieszkać! Trzeba opuścić ten tonący
okręt!
— Jaki tonący okręt? Co z wami? — żachnęła się
Luśka. — Piotr nie pozwoli tu nikomu zamieszkać. Co za brednie!
—
Ocknij się, Luśka! — pisnęła najstarsza mysz. — Gdzie jest
Piotrek? Ta prasówka chyba uderzyła cię w głowę. Leżysz tu od
pół roku i nie zauważyłaś pajęczyn na suficie? A mówili, że
kawał świata zwiedziłaś. Ponoć podróże kształcą… A ty taka
światowa, a nie widzisz, że dom jest pusty!
ROZDZIAŁ 2: Chłopiec, który polubił plamy
Dorośli zawsze stawiali na swoim. Mimo że protestował i tupał nogami, oni wiedzieli lepiej, co będzie dla niego dobre. Tym razem było tak samo. Decyzja o przeprowadzce zapadła bez jego udziału. Założyli, że ośmioletni Gabryś i tak będzie na „nie” przeciwko całemu światu, więc po prostu nie zapytali go o zdanie.
Więc odpuścił. Wycofał się do swojego bezpiecznego świata wyobraźni, gdzie zawsze miał rację. bo co może zrobić ośmioletni chłopiec, kiedy cała rodzina postanawia zmienić jego życie?
Dom z czerwonej cegły zamajaczył za ścianą wiekowego lasu. Stare dęby, poprzetykane lipami i grabami, robiły nieziemskie wrażenie. Krajobraz za oknem starego Opla zmieniał się gwałtownie. Przyzwyczajona do wrocławskich blokowisk rodzina Leśniewskich z zachwytem chłonęła tę zieleń.
—
Wiewiórka!
— pisnęła Laura i trąciła brata w ramię.
W odpowiedzi
usłyszała tylko obojętne sapnięcie. Gabryś opierał głowę o
szybę, nie zwracając uwagi na to, że auto co chwilę podskakuje na
wybojach. Nie był szczęśliwy, nie był też zły. Po fali buntu
przyszedł czas na nicniemyślenie. Zwykle potrzebował kilku
tygodni, by uznać nowe miejsce za bezpieczne. Do tego rodzice
wymyślili sobie „spokojną okolicę”. Spokojna okolica była
ostatnią rzeczą, jakiej potrzebował. On, Gabryś, był przecież
blokersem!
To przecież nie jego wina, że dwa lata temu na jego znajomej, bezpiecznej dzielnicy doszło do wypadku. To nie jego wina, że pijany kierowca wjechał na pasy, gdy wracał z mamą z przedszkola. I to na pewno nie była jego wina, że od tamtej pory nie widział już niczego... oprócz rozmytej plamy światła.
—
Zbliżamy
się do uroczyska! — zażartował tata, zdejmując nogę z
gazu.
Samochód przeprowadzkowy chwiał się na drodze, a
paprocie w rowie rozkładały zielone pióropusze jak pawie. W radiu
cicho ostrzegano przed nadciągającą burzą.
— To będą
niezapomniane wakacje — rozmarzyła się mama Ania.
— Nie
mogę doczekać się nowej szkoły, tu jest fantastycznie! Bolek
będzie zachwycony! — Laura kontynuowała swój monolog, ignorując
milczenie brata. — Na razie nikogo nie znam, ale w szkole poznam
fajne dzieciaki…
— Koledzy znajdą się we właściwym
czasie, Lauro. Najpierw się wprowadźmy — uśmiechnęła się
mama, otwierając drzwi samochodu. — Bolek, zejdź z drogi, bo
nadepnę na twój ogon!
Auto
przeprowadzkowe stanęło na podjeździe. Tata wysiadł, spojrzał w
stronę ogromnego okna tarasowego i zawołał ze śmiechem:
—
O, patrzcie! Jakaś wielka łepetyna wygląda z okna! To chyba pies.
Został po poprzednich właścicielach?
W tym samym czasie, za szybą, pod stertą zakurzonych gazet, Luiza Wait po raz pierwszy od pół roku poczuła, jak serduszko na jej rękojeści zaczyna delikatnie pulsować. Nowy towarzysz podróży właśnie przekraczał próg domu. Jeszcze nie wiedział, że ta obdrapana, ośliniona przez psy laska, którą tata wkrótce wykorzysta do drapania się po plecach i wyciągania zabawek spod tapczanu, stanie się jego kluczem do całego świata.
Cdn.
— D.E.O.”
Komentarze
Prześlij komentarz
Dziękuję, za każde słowne ziarenko, które tu zostawiasz.